Centrum Kształcenia Liderów i Wychowawców im. Pedro Arrupe w Gdyni
 

Potrzebujemy nauczycieli, którzy kochają to, co robią

Rozmowa z o. Wojciechem Żmudzińskim SJ, pedagogiem i biblistą, dyrektorem Centrum Arruppe w Gdyni

Czym były dla Ojca głoszone rekolekcje wielkopostne dla społeczności na Willesden Green?

 

Czasem nawrócenia. Tak, czasem mojego osobistego nawrócenia. Ksiądz najbardziej nawraca się wtedy, gdy widzi owoce swojej pracy, gdy widzi jak innym kruszeją serca, jak płyną po policzkach łzy lub autentyczna radość pojawia się na twarzach ludzi zmęczonych życiem. Usłyszałem świadectwa o pojednaniu w rodzinie, rozmawiałem ze wspaniałymi osobami i doświadczyłem gościnności współbraci zakonnych. Jezus Chrystus żyje i wciąż naucza. Podczas prowadzonych przeze mnie rekolekcji nauczał i mnie.

Jedna z zasadniczych posług apostolskich Towarzystwa Jezusowego jest edukacja. Przed kasata w1773, jezuici prowadzili na świecie ok. 700 kolegiów i 30 uniwersytetów. Wraz z wskrzeszeniem w 1814, Towarzystwo podjęło wysiłek odbudowania systemu edukacyjnego i współcześnie, jak mówią statystyki, z 6 tys. jezuitów  jedna czwarta zaangażowana jest w 200 wyższych uczelniach oraz 1 tys. w szkołach podstawowych i średnich. Od “Ratio studiorum” św. Ignacego (1599) do dzisiaj, szkolnictwo jezuickie posiada własny model nauczania i metodologię. Na czym polega specyfika ‘ignacjańskiej pedagogiki’? Jakiego człowieka ma ona wykreować na czasy globalizacji, wolnej konkurencji, wspólnej Europy, ect?

 

Od czasów „Ratio studiorum” minęło ponad 400 lat i dopiero pod koniec zeszłego wieku jezuici przepracowali na nowo swój model wychowania i nauczania. W latach osiemdziesiątych i dziewiędziesiątych opublikowane zostały, w kilkudziesięciu językach, dwa kluczowe dokumenty: „Charakterystyczne cechy jezuickiego wychowania” oraz „Pedagogia ignacjańska – pedejście praktyczne”. Pierwszy z nich mówi o tym, co mają na myśli jezuici zachęcając nauczycieli do integralnego wychowania młodego pokolenia, a drugi daje praktyczne wskazówki metodyczne. Mają one pomóc nauczycielowi w zintegrowaniu całego procesu nauczania. Model pedagogii, jaki preferujemy, wprowadza element refleksji do procesu uczenia się oraz kładzie duży nacisk na przygotowanie ucznia do dokonywania dojrzałych wyborów. Integralne wychowanie rozumiemy jako troskę o rozwój ucznia na wszystkich płaszczyznach: intelektualnej, społecznej, emocjonalnej i duchowej. Pragniemy kształtować liderów wrażliwych na potrzeby innych, zaangażowanych w przemianę struktur społecznych, ludzi twórczych, kompetentnych, wolnych, świadomych swojej roli w społeczeństwie i posiadających własną filozofię życia. 

Czy w tym kierunku zmierza działalność założonego niedawno Centrum Arrupe (CA)?

Po przemianach w Polsce, jezuici stanęli przed alternatywą – otworzyć sieć szkół średnich czy zająć się doskonaleniem zawodowym nauczycieli katolickich pracujących w prywatnych i publicznych szkołach w całym Kraju. Druga opcja zwyciężyła i po trzech latach działalności, Centrum Arrupe wyszkoliło kilka tysięcy nauczycieli (matematyków, biologów, katechetów, fizyków, polonistów...), którzy na prowadzonych przez siebie lekcjach – wychowują. W oferowanych przez naszych trenerów kursach biorą udział także dyrektorzy szkół, przekształcając później swoje szkoły w autentyczne wspólnoty uczniów, nauczycieli i rodziców. To co proponujemy na zajęciach dla nauczycieli nie pochodzi z mądrych książek lecz z osobistej praktyki albowiem nasi trenerzy uczą także dzieci i młodzież w szkołach. Wypracowane przez nas metody nauczania testujemy w jedynym, istniejącym obecnie w Polsce, Gimnazjum i Liceum Jezuitów w Gdyni.

To swego rodzaju laboratorium, gdzie Ojciec wraz z zespołem specjalistów różnych dziedzin dokonuje swoje eksperymenty pedagogiczne. Czy uzyskane wyniki są na tyle uniwersalne, ze są przydatne w szkołach na Białorusi, Czechach, Słowenii, Chorwacji, Ukrainie, Litwie, na Krymie czy w innych krajach z dawnego bloku Wschodniego, gdzie Centrum Arrupe również szkoli dyrektorów szkół i nauczycieli?

 

Różnice kulturowe między krajami dawnego bloku Wschodniego są niekiedy większe niż nam się wydaje. I to jest właśnie wielka przygoda. Cały czas trzeba coś zmieniać, dostosowywać do nowego kontekstu. Każdy nowy odbiorca wymaga od nas twórczego zaangażowania, nie przywiązywania się do schematów. Od dwóch lat szkolimy nauczycieli z kilkunastu muzułmańskich szkół na Krymie. Tam dopiero jest testowanie uniwersalności naszych metod. Niektóre się sprawdzają, inne nie.

Czy po upadku komunizmu jest szansa odzyskania dawnych szkol jezuickich w Chyrowie, Dubnie, Pinsku, Akademii Polockiej? Czy są takie starania?

 

Jako jezuici, chcemy mieć realny wpływu na edukację zarówno w Polsce jak i w innych krajach dawnego bloku Wschodniego. Najbardziej efektywnym sposobem działania okazała się ciągła formacja nauczycieli. Nie wyklucza to jednak możliwości otwarcia jeszcze kilku szkół. Nasi litewscy współbracia prowadzą już gimnazja w Wilnie i w Kownie. W południowej Polsce, w Nowym Sączu, przygotowujemy się do otwarcia liceum. Chyrów, leżący obecnie na terenie Ukrainy, nie był jeszcze brany pod uwagę i raczej trudno byłoby tam powrócić. Ale tradycja Chyrowa jest wciąż żywa w naszej szkole w Gdyni. Odwiedzają nas absolwenci chyrowskiego Gimnazjum, spotykają się z uczniami i wspierają nas także finansowo.

Jest Ojciec specjalistą z dziedziny zarządzania oświatą, dyplomowanym na Fordham University w Nowym Jorku. Na ile zdobyta na Zachodzie tego typu ‘sprawność’ w połączeniu z osiągnięciami CA mogłyby się przydać, np. Polskiej Szkole Sobotniej w Wielkiej Brytanii, opierającej swoja działalność dydaktyczna na uczniach przychodzących z angielskiej tradycji szkolnictwa o innym systemie nauczania a współcześnie – także hierarchii wartości?

 

Mamy wiele do zaproponowania każdej szkole, bez względu na system edukacji istniejący w danym kraju i bez względu na realizowany program nauczania. Proponujemy doskonalenie umiejętności metodycznych, a więc formę a nie treść. Zwracamy uwagę na to, iż pojawiające się dziś na świecie nowe metody nauczania nie mogą być traktowane jedynie jako tanie sztuczki umilające lekcje. Każda z tych metod może być wbudowana w całościowy proces wychowawczy. Staramy się oczywiście być elastyczni i odpowiadać na realne potrzeby nauczycieli, by ułatwić im pracę a nie dołożyć zajęć. Uświadamiamy jednak uczestnikom naszych szkoleń, że fragmentaryczne podejście do form nauczania nie przygotuje ucznia do samodzielnego myślenia. Polskiej Szkole Sobotniej możemy służyć nie tylko pomysłami na uatrakcyjnienie zajęć dla uczniów ale także użyczyć narzędzi pomocnych w osobistej refleksji nad sensem i przydatnością tego, czego nauczamy. Zachęcamy tu do lektury naszych publikacji, które chętnie będziemy przesyłali do szkoły. Jesteśmy też gotowi przyjechać z weekendowym szkoleniem do rady pedagogicznej. Oprócz pomysłów zintegrowania nowych metod nauczania z działaniami wychowawczymi, proponujemy także pomoc w przekształcaniu szkolnych instytucji we wspólnoty ludzi uczących się, ludzi pracujących nad realizacją wspólnej misji.

Czy miał Ojciec sposobność poznać szkoły jezuickie i formy pracy z młodzieżą w Stonyhurst, w Enfield i na Wimbledonie w Londynie? Czy da się je porównać ze szkołą w Gdyni, bo życie pokazuje, ze wiele wzorców polscy jezuici czerpią z Zachodniej Europy?

 

Znam osobiście dyrektorów jezuickich szkół w Wielkiej Brytanii. Na jesieni zaplanowaliśmy wspólne spotkanie w Warszawie. Liderzy wszystkich naszych szkół istniejących w Europie spotykają się co trzy lata na wspólnym kongresie. Wymieniają tam doświadczenia, podejmują się wspólnych projektów i zawierają przyjaźnie. Gospodarzem najbliższego kongresu będzie Centrum Arrupe. To u nas w Polsce będą sie dyrektorzy uczyli nowych metod. W przypadku szkół jezuickich, zarówno Europa Zachodnia jak i Wschodnia czerpią z tych samych źródeł – z jezuickiej tradycji i z doświadczenia nauczycieli. Zasadniczo, programy wychowawcze naszych szkół w Europie są do siebie bardzo zbliżone. Jeśli przeczyta Siostra misję jezuickiej szkoły w Londynie i w Gdyni, to znajdzie tam Siostra wiele podobieństw. Ta sama jest wizja wychowania, zbliżone są metody nauczania, a nawet uroczystości z pocztem sztandarowym na czele ubranej w mundurki młodzieży wyglądają podobnie.

Jest Ojciec również koordynatorem projektu “Edukacyjnej Kliniki Zapobiegania Przemocy i Narkomanii”. Na czym polega oryginalność tego projektu, w którym uczestniczy kilka instytucji, w stosunku do tego co już dla narkomanów w Polsce zaistniało, z prewencją włącznie?

 

Dwa lata temu, gdy rozpoczęliśmy w Gdyni pracę z rodzinami, zaczęło do naszego biura przychodzić coraz więcej zdesperowanych rodziców. Szukali kogoś, kto pomoże ich dzieciom wyjść z narkomanii. Nie wyręczamy ich. Proponujemy pracę z całą rodziną, wsparcie i terapię. W krótkim czasie  rozpoczęliśmy podobne działania na terenie całej Polski i zaczęliśmy wspieranie szkół w wypracowywaniu programów profilaktycznych. W zeszłym roku dołączyły do nas inne instytucje. Obecnie działamy w kilkunastu miastach. Tworzymy sieć prężnie działających koordynatorów środowiskowych - "matek i ojców chrzestnych". Ich działania profilaktyczne i interwencyjne opierają się na osobistych relacjach z najefektywniejszymi specjalistami i praktykami w kraju. To "ojciec chrzestny" dokonuje pierwszej diagnozy i kieruje uzależnionych oraz jego rodzinę do odpowiednich instytucji. Ale po skierowaniu, kontakt się nie urywa. Gdy narkoman wychodzi z ośrodka, znowu trafia do swojego "ojca chrzestnego" lub "matki chrzestnej" i otrzymuje dalsze wsparcie. Obecnie projekt koordynuje siedem osób. Otworzyliśmy kilka domów, w których prowadzimy spotkania z rodzinami oraz terapię zajęciową dla zagrożonych dzieci. Wspierają nas amerykańskie fundacje i ludzie dobrej woli, ale potrzeby są coraz większe. Za każdą darowiznę będziemy wdzięczni.

Swoich ośmiu lat w Rzymie na Uniwersytecie Gregoriańskim nie strawił Ojciec tylko na studiowaniu Biblii, ale również pracy z narkomanami. Z potrzeby serca, czy sugestii przełożonych? Jak się należy domyślać opisał Ojciec to doświadczenie w jednej ze swoich książek “Narkomani i Chrystus”?

 

Jest to książka szczególnie bliska mojemu sercu. Opowiada o moim życiu i o młodych ludziach, którym pomagałem wyjść z piekła uzależnienia od heroiny. W niektórych szkołach w Polsce nauczyciele korzystają z niej w pracy z młodzieżą. Najwięcej radości sprawiają mi listy od uzależnionych nastolatków, którzy po jej przeczytaniu podjęli leczenie. Co do mojej pracy z narkomanami we Włoszech to pozostały tylko wspomnienia. Teraz, w pracy z trudną młodzieżą wyręczają mnie zdolniejsi i młodsi. Staram się im przekazać moje skromne doświadczenie podczas spotkań formacyjnych prowadzonych przez Centrum Arrupe. W tej chwili pracuje ze mną kilkunastu street-workerów, terapeutów i psychologów.

Co chciałby Ojciec jeszcze w życiu zrobić ? Jakie ma Ojciec projekty?

Pracuję nad moim doktoratem i kilkoma książkami, a w międzyczasie wymyślam nowe projekty, które później moi cierpliwi i utalentowani współpracownicy realizują. Obecnie planuję większe zaangażowanie Centrum Arrupe w formację osób pracujących z trudną młodzieżą, w szkolenie nauczycieli na Białorusi oraz w bardzo delikatny projekt mający na celu formację nauczycieli w krajach muzułmańskich. W najbliższym czasie zamierzamy także otworzyć w Gdyni Międzyszkolny Klub Nauczyciela. Jego celem będzie integrowanie środowisk edukacyjnych, kulturalnych, politycznych... Będzie to próba odpowiedzi na coraz powszechniejszy wśród nauczycieli - syndrom wypalenia zawodowego. Uważam, że trzeba stworzyć okazję by ci, którzy wychowują nasze dzieci byli bardziej twórczy, zaangażowani w życie społeczno-kulturalne oraz realizowali swoje zamiłowania i talenty. Jednym słowem, potrzebujemy nauczycieli, którzy kochają to, co robią.