Pedro Arrupe
,,Mihi vivere Christus est, et mori lucrum” - ,,Dla mnie Chrystus jest życiem, a śmierć bogactwem”.
Kim właściwie był Pedro Arrupe? Darem Ducha - odpowie każdy, komu dana była łaska poznania tego człowieka. Urodził się w Bilbao, 14 listopada 1907 roku. Dwadzieścia siedem lat później został wyświęcony na księdza a w 1945 roku po raz pierwszy "ukrzyżowany”.
W 1965 podjął się obowiązku kierowania wspólnotą, której poświęcił większą część swojego życia. W 1981 przybity do kolejnego "krzyża" załamał się ostatecznie pod ciężarem choroby w październiku 1991 roku. Co dawało mu tak wiele siły, wrażliwości, nadziei, ufności, ciepła i radości? Ojciec Pedro posiadł tajemnicę życia.
TAJEMNICA ŻYCIA
O. Arrupe miał swoją ulubioną kaplicę, niedaleko Rzymu, w La Storcie. To miejsce było odzwierciedleniem jego życia duchowego, tam modlił się modlitwą ignacjańską. Uświadamiał sobie, że służy Jezusowi, niosąc Jego krzyż. W La Storcie pojął istotę miłości.
Dla o. Arrupe ta miłość jest tajemnicą jego życia. Młodemu jezuicie dał taką radę: “W życiu miej tylko jedno pragnienie, jedną żądzę: kochać Jezusa Chrystusa całą duszą. Niech to będzie jedyną myślą całej egzystencji.” Innym razem, w wywiadzie z o. Dietischem, powiedział, że Jezus jest dla niego wszystkim. ,,Był, jest moim ideałem, od kiedy wstąpiłem do Towarzystwa. Był, jest moją drogą, moją siłą. (...) Jeśli zabraknie Jezusa w moim życiu - wszystko się rozpadnie, tak jak ciało pozbawione szkieletu, serca i umysłu.”
BOMBA
6 sierpnia 1945 roku o godzinie 810 zegar na ścianie nowicjatu oo. jezuitów zatrzymał się - na Hiroszimę, odległą o zaledwie 6 km od wspólnoty jezuitów, zrzucono bombę atomową. O. Arrupe, wraz ze współbraćmi, wyruszył na spotkanie dziełu zniszczenia. Ciepłe, radioaktywne zgliszcza ukrywały 200, zmarłych w szkole dzieci. Byli tam: chłopiec o poranionych szkłem oczach, spalona kobieta, uwięziona przez płonące belki; jej syn na próżno mocujący się z żywiołem. Mozolna praca przy układaniu stosów ciał i ich paleniu. Wśród konających ludzi ojciec odprawiał Mszę Św. i szeptał w nierozumiejące twarze: Dominus vobiscum. Niósł posługę nie tylko niewiernym: młody, poraniony człowiek, zainspirowany pracą o. Pedra, został księdzem, życzeniem 18-letniej dziewczyny było przyjąć ostatnią komunię. W Hiroszimie, tak jak w Jeruzalem, ukrzyżowane ręce mogą wnieść życie i ducha w agonię tysięcy Japończyków.
Pięć lat później o. Pedro oglądał film o Hiroszimie. Byt taki nierealny. Jeden z kolejnych dokumentów, uwiecznionych na taśmie. O. Pedro wyszedł, nieprawdziwym wydawało się na ekranie to, co było dla niego osobistym doświadczeniem, lekcją od Boga: wstępem w umieranie.
BALANSOWANIE NA LINIE
Rok 1965 był rokiem paradoksu: z gruzów II wojny światowej wyłaniał się nowy świat, także dla Towarzystwa Jezusowego. Indie i Pakistan walczyły o wolność, w Indonezji, Algierii i Kongo dokonywały się zamachy stanu, hipisi protestowali przeciwko wojnie w Wietnamie, pierwsi kosmonauci spacerowali w kosmosie, a Beatlesi wylansowali "Nowhere Man". Kościół przygotowywał nowe reformy, które nie wszystkim się podobały. W tym czasie przemian o. Arrupe został nowym Generałem Jezuitów.
W trakcie osiemnastu lat pełnienia funkcji generała, o. Arrupe miał wielu zwolenników i równie wielu wrogów, którzy twierdzili, że Towarzystwo ojca Arrupe nie było tym samym Towarzystwem, któremu ślubowali. Nie znaczy to, że było gorsze; o. Pedro miał własną wizję, wizję nowego. Jezuiccy ojcowie i bracia znajdowali, pracując z nim, inspirację i natchnienie. Jednak nie wszyscy uznali życie w Towarzystwie Jezusowym za satysfakcjonujące i ,,od tej chwili wielu uczniów jego zawróciło i już za nim nie chodziło” (Jan 6;66).
Kolejnym krzyżem, który przyjął na siebie, było zadeklarowanie w 1974 roku nowej misji Towarzystwa Jezusowego. ,,Dzisiejszym celem jest służba wierze, której nieodzownym elementem jest sprawiedliwość”.
O. Arrupe balansował na cienkiej linie. Zdawał sobie sprawę, że niektórzy przyjaciele i dobroczyńcy Towarzystwa, a nawet sami jezuici, uważają, że myśl: ,,Wiara czyni sprawiedliwość” jest naiwna i niedorzeczna. Mimo wszystko świadomość, że ma wielu jezuitów po swojej stronie, dawała mu niezachwianą pewność.
SKRZEP KRWI
Ostatni, najcięższy krzyż spadł na o. Pedro 7 sierpnia 1981 roku. Po powrocie z Bangkoku, na lotnisku, schylił się po walizkę, ale nie zdołał zacisnąć dłoni na rączce. Stracił równowagę i zaczął się pocić. Stwierdzono, że cierpi na zakrzepicę mózgową, która objawiała się paraliżem prawej strony ciała. Po raz kolejny życie znajduje swe odniesienie w Biblii: ,,Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci, gdy byłeś młody, sam się przepasywałeś i chodziłeś dokąd chciałeś; lecz gdy się zestarzejesz, wyciągniesz swoje ręce i kto inny cię przepasze i poprowadzi dokąd nie chcesz.” (Jan 21;18). Przez następne dziesięć lat, aż do śmierci, o. Arrupe był przykuty do łóżka. Trzeba było pomagać mu przejść z łóżka na krzesło i z powrotem. ,,Ach, Panie patrz nie umiem mówić”. ,,Apostoł świata” sześć razy okrążył kulę ziemską, władał niemal doskonale siedmioma językami, teraz z ledwością wymawiał pojedyncze, hiszpańskie wyrazy.
W 1983 roku złożył rezygnację. Nie mógł osobiście pożegnać Towarzystwa, ani sam przeczytać listu od Papieża, w którym przekazuje on opiekę nad Towarzystwem Jezusowym komuś innemu. Mógł tylko mówić za siebie i ludzi mu oddanych: ,,Nie moja, lecz Twoja wola niech się stanie”. Kolejny wstęp w umieranie.
WIZJA NOWEGO
Pedro Arrupe:- Widzę to jasno.
o.Lamet:- Tylko teraz? Czy było światło podczas twojej choroby?
Pedro Arrupe: -Tak widzę to jasno. Widzę nowy świat.
o.Lamet: -A czy wcześniej, w trudnych czasach, widział go także?
Pedro Arrupe: -Tak, jestem pewien. czułem, że światło mnie prowadzi...Tak wiele cierpieliśmy.
Ojciec Arrupe często mówił o nadejściu nowego świata, o nowych zadaniach, o nowej drodze. Sobór Watykański II był według niego nowym wyzwaniem dla Kościoła. Przygotowywał do innego exodusu, dużo większego od dotychczasowych wyjść, jakimi były misje w innych krajach, na innych kontynentach – do drogi wymagającej wyrzeczenia się pewnych priorytetów, zasad, stanowisk i przyjęcie w zamian nowych, do drogi, która nakazywała rzucenie się w wir nieznanego, wciąż jeszcze tworzonego: ,,z zamkniętymi oczami prosto w ramiona Boga. Gdybyśmy tego nie robili, nie osiągnęlibyśmy źródła siły, jakim jest Bóg.”
ŚWIATŁO DUCHA I KRZYŻ
”U Boga krzyż jest zawsze na uprzywilejowanym miejscu. Teraz to
Oprócz krzyża o. Pedro miał drugie źródło swej energii i radości - był nim Duch Święty. O. Arrupe wielokrotnie mówił o świetle Ducha, które zostało mu dane, kiedy był klerykiem w Ona. To światło ukazywało mu wizję nowego i dawało siłę na drodze do niego. Zrozumieć mogą to ci, którzy widzieli „gwoździe, którymi go krzyżowano”, ci, co widzieli jego codzienne problemy. Spokój i rozwaga, z jakimi to znosił, była właśnie tym światłem Ducha.
MORTI LUCRUM
Przez całe życie Pedro Arrupe miał kontakt ze śmiercią, wiele doświadczeń, jakie przeżył, było swoistym wstępem do umierania, przygotowywało go do ostatniej podróży. Sam tak o niej mówił: „Śmierć, która czasem tak przeraża, w rzeczywistości jest dla mnie jedną z najbardziej przewidzianych rzeczy. Będzie to zdarzenie, które nada mojemu życiu sens...śmierć, to rzucenie się w ramiona Pana. To jak usłyszeć niezasłużoną pochwałę: <Świetna robota, dobra, uczciwa służba...>. Mam nadzieję, że to będzie consummatum est — zrobione doskonale. Wszystko jest doskonałe; ostatnie
EDUKACJA JEZUICKA
W jednej ze swoich mów o. Arrupe porównywał gonienie za wynalazkami i nowościami nauki do bezwodnych chmur, gnanych przez wiatry, do nieurodzajnych drzew późną jesienią i dzikich, morskich fal. Mówił o edukacji jezuickiej, która oparta jest na teorii, praktyce, poszukiwaniu, ale przede wszystkim na nauczaniu miłości do Chrystusa. Wszelkie działanie ma na celu definiowanie ludzkich potrzeb i próbowanie ich zaspokojenia. Wśród wielu stałych potrzeb o. Arrupe wymienia potrzebę znajdowania sensu w życiu; potrzebę poparcia i szczęścia we wspólnocie; potrzebę szacunku dla siebie i możliwości pokładania w kimś zaufania; wreszcie potrzebę sensownego spędzania wolnego czasu. Każda z tych konieczności po głębszym zbadaniu prowadzi do chęci bycia kimś więcej, wznoszenia oczu ku gwiazdom. Wszystkie z tych potrzeb zaspokaja miłość do Chrystusa i bliźnich. Dlatego w swej metodzie wychowawczej jezuici kładą nacisk na odnalezienie siebie samego we wspólnocie i rozwijanie swoich zdolności, aby nimi służyć potrzebującym. Po prostu: „Być człowiekiem dla innych”.
DAR DUCHA
Kiedy wiadomość o śmierci Pedro Arrupe doszła do jednego z jezuitów, powiedział on: „Jakąż łaską było znać w swoim życiu człowieka takiego jak on.” Inni mówili o niewątpliwym zaszczycie, dla wielu był inspiracją i przykładem tego, jak mocno można kochać Jezusa, jak bardzo można się poświęcić. O. Arrupe jako jeden z nielicznych odkrył tajemnicę życia: miłość Chrystusa, istotę krzyża i prawdę, że Bóg daje życie nawet przez zniszczenie i śmierć. Wielu jezuitów cierpiało za wiarę. O. Arrupe jest jednym z nich.
Times napisał o nim, że był jednym z najbardziej wpływowych generałów w czterystupięćdziesięcioletniej historii zakonu. Współbracia dodają, że był także jednym z największych, żywą legendą, gdyż pomógł Towarzystwu być czymś więcej. Jego następca, o. Kolvenbach mówi o il dono dello Spirito che e il padre Arrupe czyli darze Ducha, jakim był ojciec Arrupe.
.................................................................................Maria Korzybska